Moja muzyka – recenzja „Wichrów Namiętności”

Płyta, o której dziś nieco opowiem, to znakomita partytura, autorstwa Jamesa Hornera, tragicznie zmarłego w wypadku lotniczym w 2015 roku.

Film „Legends of the Fall” (polskie tłumaczenie „Wichry Namiętności”), to epicki melodramat w reżyserii Edwarda Zwicka, opowiadający burzliwe dzieje rodziny Ludlow, rozgrywający się w Montanie na początku XX wieku. Dla mnie osobiście jest to jeden z najcudowniejszych filmów, jakie widziałem w życiu – chwytająca za serce historia, znakomite aktorstwo (Brad Pitt, Anthony Hopkins!), piękne zdjęcia oraz wspaniała muzyka, która jest sercem i duszą obrazu Eda Zwicka, tworzą idealną wprost całość.

Muzyka Jamesa Hornera została wydana w roku 1994 przez wytwórnię Epic Soundtrax i do dziś jest to jedyna dostępna edycja tej partytury. Kompozytor osobiście przygotował prezentację płytową swojego dzieła, konstruując obfity, 75-minutowy krążek. W filmie znajduje się nieco więcej materiału niż na płycie, lecz są to tylko krótkie powtórki obecnych na CD tematów. „Legends of the Fall” to jeden z tych przykładów, gdzie autorska prezentacja muzyki jest wprost idealna – płyta ma niesamowitą „płynność” odsłuchu i warstwą muzycznej zawartości swobodnie opowiada historię rodziny Ludlow.

Horner nagrał swoją partyturę z udziałem London Symphony Orchestra (to ten sam zespół, który nagrywał np. „Gwiezdne Wojny” Johna Williamsa). Orkiestrę kompozytor uzupełnia też delikatnymi syntezatorami oraz wokalami. Z muzyki wybrzmiewa niesamowita dostojność, która jest niezbitym dowodem na to, jak fantastycznym dyrygentem był James Horner – brzmienie sekcji smyczkowej czy też wejścia sekcji dętej blaszanej w utworze „Off to War” to absolutne, muzyczne niebo. Na potrzeby filmu, Horner napisał kilka długich, rozbudowanych tematów, z czego najbardziej zwraca na siebie uwagę temat „rodziny”, najpierw zaintonowany w utworze pierwszym na trąbce, a następnie w „The Ludlows”, stanowiącym cudowny, muzyczny poemat, który poprzez otwierający dźwięk fortepianu zmierza w stronę orkiestrowych uniesień, ubogacanych skrzypcowym solo. Piękny, ale jednocześnie smutny jest temat z „Alfred Moves to Helena” i „The Wedding”, kojący słuchacza ciepłym brzmieniem orkiestry.

Bohater Brada Pitta, Tristan, otrzymuje swój własny temat wykonywany na japońskim flecie shakuhachi. Melodię tą w delikatnych aranżacjach cechuje swoisty mistycyzm, idealnie odzwierciedlający dziką i nieokiełznaną naturę Tristana, także wtedy, gdy temat „eksploduje” pełnią mocy („Descent into Madness” czy scena powrotu Tristana w „The Changing Seasons, Wild Horses, Tristan’s Return”).

Największym arcydziełem płyty jest sekwencja wojenna, zawarta w utworach „To the Boys” (potężne bębny oraz kapitalne, wykonujące efekt „echa” dęciaki) oraz „Samuel Death”, któremu to warto przyjrzeć się bliżej. „Samuel Death” to trwający niemal 9 minut utwór, w którym to Horner wprost „idzie na całość”. Początkowa, galopująca sekwencja akcji przechodzi w pełną rozpaczy, rozrywającą serce elegię, która dąży do krwawej, dramatycznej zemsty, pasjonująco zapisanej na pięciolinii.

Na tle całej płyty wyróżnia się utwór „Revenge”, oparty na syntezatorach, wokalach „żywych” jak i samplowanych, a także ostrych wejściach fletu shakuhachi i werbli. Jest to utwór typowo ilustracyjny, w swojej formie jak dla mnie niespójny z pozostałą częścią płyty, lecz za to fantastycznie działający w połączeniu z filmem. Płytę kończy zaś długi, piętnastominutowy utwór „Alfred, Tristan, The Colonel, The Legend”, najpierw mroczny, z shakuchachi i wokalami, a następnie przechodzi w epickie podsumowanie, monumentalną konkluzję całej partytury, gdzie Horner przypomina wszystkie tematy w wystawnych orkiestrowych szatach. Wśród tego instrumentalnego splendoru, najpiękniejszy jest moim zdaniem moment w 12:20, gdzie do głosu dochodzi krótki fragment na solowy obój w asyście harfy – coś cudownego.

„Legends of the Fall” Jamesa Hornera to fantastyczna wprost muzyka i w mojej opinii największe dokonanie w karierze tego twórcy. Pomimo że Horner ma na swoim koncie sporo popularniejszych, głośniejszych tytułów (na czele z kapitalnym „Braveheart”), to jednak uważam, że to „Wichry Namiętności” są największym jego dokonaniem. To jedno z tych dzieł, które sprawiają, że ich twórcy stają się nieśmiertelni, nawet wtedy, gdy już ich między nami zabraknie. Polecam gorąco.

Scena powrotu Tristana:

Scena pożegnania ojca z synami ruszającymi na wojnę:

Utwór „The Ludlows” (wykonanie koncertowe, La Film Symphony Orchestra, dyryguje Constantino Martínez-Orts)

Moje Wronki - Mój Fyrtel - studio kreatywne