Obejrzałem film braci Sekielskich. Ten kryzys, to kryzys biskupów

Tak więc po ludzku, sytuacja wydaje się bardzo trudna. I nie zmieni tego, moim zdaniem nawet dymisja biskupa, będącego symbolem niewłaściwego postępowania w tych sprawach. Jeśli jednak pytam sam siebie, czy jako katolik chciałbym tej dymisji, to odpowiadam, że nie ja będę o tym decydował. Gdyby jednak do takiej sytuacji doszło, to z całą pewnością odczułbym poważną ulgę.

Wczoraj obejrzałem film braci Sekielskich. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy w sobotę, to taka, żeby go nie oglądać. Dlaczego? Dlatego, że jako zaangażowany katolik, wiem dobrze, że różne złe zjawiska w Kościele istnieją. W tym także i to zjawisko. Wiem, że są tuszowane. Więc skoro to wszystko wiem, to po co się denerwować?

Potem zmieniłem zdanie. Doszedłem do wniosku, że jako osoba, o której wiele osób wie, że jest związana z Kościołem, jako osoba publiczna, wypowiadająca się na te tematy, będę o ten film po prostu pytamy. Bo ten film stał się już zjawiskiem społecznym. I że czując się człowiekiem Kościoła. – jeśli w tej trudnej sytuacji chcę Go bronić – to muszę wiedzieć jak. Muszę wiedzieć jakie są zarzuty. Muszę więc film obejrzeć. Dałem sobie dwa dni. Na poczytanie recenzji, na wysłuchania opinii innych. Na różaniec.

W ciągu tych dwóch dni, zastanawiałem się, co w tym filmie zobaczę? Myślałem, że w tym filmie zobaczę 3 rzeczy. Dramat ofiar, jakieś tajemnicze uwikłanie w zło ich prześladowców, i nonszalancję – tak to roboczo nazwę, choć przyjdzie mi się nad tym jeszcze dłużej zatrzymać – ich przełożonych. Nie wiem czy nonszalancja to jest tutaj dobre słowo, ale na razie je tutaj zostawię. Tak myślałem przed obejrzeniem filmu braci Sekielskich. I niestety nie pomyliłem się. A teraz do rzeczy.

Najpierw chciałbym przywołać tytułu znanej książki księdza profesora Jana Kracika – Święty Kościół grzesznych ludzi. To niezwykła trafna definicja. Bo Kościół ma jakby – nie jestem pewien, czy jestem tutaj teologicznie precyzyjny – dwie natury. Podobnie jak jego Założyciel. Naturę boską i ludzką. Boska natura Kościoła sprawia – by zacytować świętego Pawła piszącego do Efezjan – że jest On ”chwalebny, nie mający plamy ani zmarszczki” (Ef 5, 27). Że jest święty. Wieczny. Że jest założony przez Boga, zna pełną prawdę o człowieku,. zna pełną prawdę o Bogu. Ma pełnię środków, które mogą doprowadzić człowieka do zbawienia, choćby sakramenty. Że doktrynalnie się nie myli. W to wierzyłem, wierzę i mam nadzieję, że będę wierzył. Ma też jednak naturą ludzką. Bo składa się z ludzi, zarówno świeckich jaki duchownych, a ludzie są ułomni. Czasem nawet zdolni do czynów odrażających. Także w Kościele. I o tym jest właśnie film brać Sekielskich. I o tym będzie ten tekst.

Duchowe Kazirodztwo i Sąd Ostateczny

A więc film ten pokrył się z moim wyobrażeniem o nim zanim go zobaczyłem. Kogo w nim widzimy? Na pierwszym miejscu widzimy pokrzywdzone ofiary. Ludzi, których stan psychiczny, w wyniku popełnionych na nich przestępstwach, jest dla mnie trudny do wyobrażenia. Może tym trudniejszy, że sam nie mam dzieci. Trudno mi sobie więc wyobrazić, co myślą choćby rodzice, gdy wyobrażają sobie, że ich dziecko może być takiej sytuacji? To musi być myśl okropna. I myśli ofiar, o ich własnej sytuacji, też muszą takie być. Jeśli przyjmiemy tu teologiczną perspektywę, że kapłaństwo jest także duchowym ojcostwem, to bohaterowie filmu braci Sekielskich, którzy dopuścili się tych czynów, popełnili po prostu rodzaj duchowego kazirodztwa. To jeśli chodzi o ofiary.

Jeśli chodzi o katów, to miałem wrażenie najpierw, że zobaczyłem ludzi przytłoczonych ogromem własnych zbrodni. Jedni przepraszali, drudzy próbowali się usprawiedliwiać. Trudno mi to jakoś więcej komentować, bo nie wiem co czuje człowiek, który zdaje sobie sprawę z ogromu własnych zbrodni. Jak reaguje. Kiedy oglądałem rozmowę z przestępcą z kieleckiego domu dla księży emerytów, to miałem jeszcze jedno skojarzenie. Otóż istnieje wśród niektórych teologów przekonanie, że Sąd Ostateczny będzie polegał między innymi na tym, że wszyscy zobaczą dobre czyny swoje i innych. I wszyscy zobaczą złe czyny swoje i innych. Jeśli tak rzeczywiście jest, to ksiądz z kieleckiego domu dla księży emerytów ma pewien rodzaj Sądu Ostatecznego już, tu na ziemi. O jego grzechu, po trzech dniach od emisji, wie bowiem cała Polska. A kto będzie wiedział o nim za tydzień, dwa, trzy? Ten ksiądz się pewnie nie spodziewał, że Pan Bóg ukaże go właśnie w ten sposób. To były moje myśli, kiedy myślałem o sprawcach. Oczywiście, nie o tych butnych, bo tacy też są w tym filmie, tylko o tych, którzy próbowali się jakoś usprawiedliwiać.

Kryzys biskupów

Jest jeszcze w tym filmie trzecia grupa. To przełożeni pedofilów. I to jest dla mnie najbardziej frustrujące. To mnie najbardziej wyprowadza z równowagi. Bo o samych pedofilach możemy mówić różnie. Że byli chorzy, że byli opętani, że działali pod wpływem jakiegoś odrażającego impulsu. Ale ich przełożeni rozpatrywali przecież tę sprawę na chłodno. Nie pod wpływem emocji. Na chłodno, nie pod wpływem emocji zamiatają sprawę pod dywan, nie interesując się zupełnie losem ofiar. Nawet jeśli jej nie tuszowali, to ją bagatelizowali. Najlepszym dowodem na to jest list, który otrzymała lekarka, próbująca interweniować – w końcu lat 80-tych – w imieniu ofiary, pokrzywdzonej przez księdza Srebrzyńskiego. Biskup, którego przecież i ja znałem, odpisał je,j że sprawa jest mu znana, że wysłał księdza na rekolekcje i przeniósł do innej parafii. Żadnej refleksji, choćby takiej, że jeśli sam sprawca nie chce – zresztą jednym z warunków dobrej spowiedzi jest ofierze zadośćuczynić – to może warto, by w imieniu tego księdza po prostu przeprosił on, jako jego przełożony? Niestety, nie potrafię podać źródła tego cytatu, ale chodzi mi po głowie taki cytat z kardynała Josepha Ratzingera, obecnie Benedykta XVI, że obecny kryzys Kościoła jest przede wszystkim kryzysem biskupów. I nawet jeśli nie mogę znaleźć takiego cytatu, bo może mi się tylko wydaje, że papież emeryt kiedyś to powiedział, to to zdanie jest zdaniem – po obejrzeniu tego filmu – absolutnie prawdziwym. To przełożeni, na zimno i z rozmysłem, postanawiali sprawę zamiatać. Dlaczego postanowili to robić?

Skończyć z Kościołem – rdzeniem polskości

Otóż ja mam na to dwie odpowiedzi, choć pewnie jest ich wiele. Pierwsza jest taka, że układy towarzyskie, koleżeńskie czy personalne były dotąd w Kościele silniejsze, niż nie tylko prawo cywilne, ale też i prawo kanoniczne. Tego przecież dowodzą podane w filmie Sekielskich przypadki, w których księża skazani prawomocnymi wyrokami, w tym z zakazami kontaktu z dziećmi, zwyczajnie te zakazy łamali. Łamali je nie tylko dlatego, że ich przełożeni uznawali, iż ważniejsze są względy personalne, czy towarzyskie. Łamali je także z innego powodu. Łamali je także z powodu wieloletnich, kiedyś uzasadnionych, a dziś patologiizujących się, związków Kościoła z państwem. Kiedyś to związki był uzasadnione, bo Polski zwyczajnie nie było i w jakichś sposób Kościół tę Polskę wtedy zastępował. I w czasie zaborów, i w czasie II Wojny Światowej i w czasie komunizmu. Ale dziś zdanie prymasa Wyszyńskiego, że kto uderza w Kościół, uderza także w Polskę, jest po prostu zdaniem przestarzałym. Ja wiem, że pisze rzeczy dla zwykłego polskiego księdza, lat 60 i więcej zwyczajnie obrazoburcze, ale tak po prostu jest. Nie spojrzę nikomu w serce, z jakich pobudek szedł do kapłaństwa, ale przecież wiadomo, że 50 czy 60, a nawet 40 lat temu posiadanie księdza w rodzinie było synonimem społecznego wywyższenia, było synonimem awansu, powodem do dumy. Ten ksiądz reprezentował wtedy, dla swojej rodziny nie tylko Boga, ale i Polskę. Otóż dziś, kiedy co i rusz słyszymy głosy, że atak na Kościół jest de facto atakiem na Polskę, trzeba głośno powiedzieć: nie! Kultywowanie tego modelu związku Polski z Kościołem powoduje, że Kościół w Polsce staje się de facto Kościołem narodowym. Że polscy księża i biskupi uznają za stosowne wypowiadać się o Smoleńsku, o strajku nauczycieli i o dziesiątkach innych rzeczy, zapominając, że powinni mówić tylko o jednym – o Jezusie Chrystusie. I żeby sprawa była jasna. Ja nie twierdzę, że księża nigdy nie powinny mówić o polityce. Jeśli jakieś ustawy bezpośrednio łamią nauczanie moralne Kościoła, tam On ma nie tylko prawo, ale i obowiązek głośno protestować. Ale to jest sytuacja wyjątkowa. I wyjątkowo można to robić. Praktyką zaś jest u nas wchodzenie w lokalne układy z samorządem, organizowanie spotkań politycznych na terenach kościelnych, czy domaganie się – jak arcybiskup Głódź w filmie Sekielskich – jakieś wdzięczności dla Kościoła za zasługi sprzed lat.

Byłem kiedyś na pogrzebie jednego z proboszczów w moim okręgu wyborczym. I kaznodzieja, który głosił kazanie, przywołał jeden z zapisków zmarłego. „Kiedy się zastanawiam, co – jako od księdza – ludzie chcą ode mnie usłyszeć, i kiedy mnie zaakceptują, to po latach dochodzę do jednego wniosku, ludzie chcą ode mnie tak naprawdę tylko jednego: Chrystusa”. I – to już moje dopowiedzenie – jeśli to nauczanie Chrystusa rzeczywiście tam jest, to zniosą mnie nawet wtedy, kiedy będzie to dla nich trudne i niewygodne. Kiedy zaś wyczuwają w Kościele podporę podtrzymującą państwo, to zwyczajnie gdzieś gubi się Jezus Chrystus. Paradoks polega na tym, że ci księża których znamy, i którzy dzisiaj przyciągają tłumy – a w każdym mieście tacy są – nie mówią nic o Polsce, o Unii Europejskiej, o strajku nauczycieli. Oni mówią o Panu Jezusie i po prostu wyjaśniają Pismo Święte. Dlatego – powtarzam jeszcze raz – z tym sloganem o tym, że Kościół jest rdzeniem polskości trzeba – w interesie Kościoła – raz na zawsze skończyć.

Musi wymrzeć pokolenie

Czy mam wrażenie, że to się zmieni? Czy uważam, że Episkopat Polski jest przygotowany na oczywisty fakt, że teraz dopiero, po filmie braci Sekielskich, otworzy się worek z tego typu historiami? Moim zdaniem nie. I nie jest to tylko moje zdanie. To także zdanie księdza Jacka Pędziwiatra, rzecznika prasowego diecezji bielsko – żywieckiej, który napisał – myślę że sądząc, choćby o większości Episkopatu:

„Żenująco brzmi słowo „przepraszam”, podobnie jak każde inne tłumaczenie. Całowanie rąk budzi traumatyczne wspomnienia. Pieniądze są kolejną, niemoralną propozycją. Obawiam się, że czeka nas wędrówka przez pustynię. Musi wymrzeć to pokolenie. Innego wyjścia nie ma. Nie jestem samotną wyspą, ale częścią tego lądu. Nie pytam, komu bije dzwon. Słucham go z trwogą” (https://slask.onet.pl/tylko-nie-mow-nikomu-rzecznik-bielskiej-kurii-komentuje/ftq4nwq). Jak wiele lat temu i mniej wzniośle mawiał o tej eklezjalnej sytuacji mój kolega: „Ich to już tylko grabarz łopatą wyleczy”…

Właśnie to pokolenie, które uważa, że duchowni nie powinni być, tylko, aż i wyłącznie kapłanami, ale że są jakimiś filarami państwa, polskości, więcej nawet, że z powodu przeszłych niewątpliwych zasług stoją nad tym państwem. Bo zawsze tak było.

Pod tym blogiem umieszczę, dla przypomnienia, jeszcze parę poprzednich tekstów które pisałem na temat Kościoła. W jednym z nich pisałem na przykład, że problemem jest oderwanie od rzeczywistości, zwłaszcza Episkopatu. Czy tak nie jest? Otóż trzeba sobie jasno powiedzieć, że przypadki pedofilii wśród osób duchownych – każdy jeden to był o jeden za dużo – zdarzyły się na blisko 25 000 kapłanów. Natomiast w sprawie pedofilii – gdy chodzi o wystąpienia publiczne biskupów – to ja wiem tylko o jednym, o wystąpieniu arcybiskupa Grzegorza Rysia, który załatwił to po prostu jak trzeba. Moim zdaniem wynika z tego, że statystycznie, sytuacja w podejściu do tego problemu jest gorsza wśród biskupów, niż wśród księży. To chyba miał także na myśli ksiądz Pędziwiatr gdy mówił o pustyni.

Oczywiście, gdy mówimy o zamiataniu tych spraw pod dywan, to niektórzy z biskupów mogą pewnie bronić się, że chcieli uniknąć zgorszenia. Film Sekielskich pokazuje jednak, że ludzie i tak o wszystkim świetnie wiedzą. Ja to potwierdzam z praktyki. Jeśli o jakimś księdzu, a były to w moim życiu pojedyncze przypadki, krążyły plotki, że jest homoseksualistą,  to prędzej czy później kolejne informacje wskazywały na to, że nie są to tylko plotki. Podobnie gdy słyszałem, że jakiemuś kapłanowi zdarzył się wypadek z kobietą. Ludzie po prostu świetnie o tym wiedzą.

Przypadek licheński, przypadek nadziei…

Tak więc po ludzku, sytuacja wydaje się bardzo trudna. I nie zmieni tego, moim zdaniem nawet dymisja biskupa, będącego symbolem niewłaściwego postępowania w tych sprawach. Jeśli jednak pytam sam siebie, czy jako katolik chciałbym tej dymisji, to odpowiadam, że nie ja będę o tym decydował. Gdyby jednak do takiej sytuacji doszło, to z całą pewnością odczułbym poważną ulgę.

Nie należy jednak popadać w pesymizm. Bo jak napisałem powyżej, Kościół jest instytucją nadprzyrodzoną. Jest prowadzony przez Boga, a w związku z tym wychodzi obronną ręką z każdej, nawet po ludzku najbardziej beznadziejnej sytuacji. I ten film dodatkowo mnie o tym przekonuje. Przekonuje mnie o tym list ofiary członka zakonu marianów, który był gwałcony w Licheniu i pomimo strasznych przeżyć, jest dzisiaj kapłanem I współczuje osobom, które spotkała podobna sytuacja. Sam zresztą nazywa tą okolicznością nadprzyrodzoną.

Na koniec chciałem jeszcze poczynić 4 uwagi. Pierwsza jest taka, że oczywiście uważam – pisałem to już kilka razy – że pedofilia wśród duchownych jest czymś wyjątkowo odrażającym. Bo to duchowni są specjalistami od moralności. Mają tej moralności uczyć i w związku z tym, należy od nich więcej wymagać. Pedofilia jest jednak odrażającym przestępstwem w każdej sytuacji. Oczekiwałbym więc podobnie słusznego oburzenia w sytuacji zasłużonego polskiego reżysera, który 50 lat temu dopuścił się aktu pedofilnego. I znanego francuskiego lewicowego polityka, który publicznie zachwalał seks z dziećmi. Jeśli Państwo nie wierzycie, odsyłam do tego linku: (https://www.youtube.com/watch?v=cPYm9B707Qc).

To rzecz pierwsza. Rzecz druga jest taka, że jak informują media, pokazani w filmie starsi księża byli agentami Służby Bezpieczeństwa. To tylko pokazuje, że przeprowadzenie lustracji duchownych – o której od wielu lat mówi ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski – byłoby to czymś niezwykle pomocnym. I kwestia trzecia. To takie drobne przypomnienie, dla tej – ogromnej liczby polskich kapłanów – którzy dziś czują się przygnieceni brzemieniem grzechów swoich nielicznych współbraci. Przypomnienie o tym, że Pan Bóg wybrał dla nas takie, a nie inne życie. Taki, a nie inny czas na to życie. Czas dla nas najlepszy, chociaż dziś być może tego nie widzimy. I już całkiem na koniec. Mija właśnie 40 lat od pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny. I papież profetyczne mówił wtedy do polskich kapłanów tak:

„Musicie więc, drodzy bracia kapłani polscy (…) stawiać sobie zawsze te wymagania, które wynikają z Ewangelii, które są miarą waszego powołania. Ogromnym dobrem jest ten kredyt zaufania, którym cieszy się polski kapłan wśród społeczeństwa, jeśli tylko jest wierny swojej misji, jeśli jego postępowanie jest przejrzyste. Jeśli jest zgodne z tym stylem, jaki Kościół w Polsce wypracował w ciągu ostatnich dziesięcioleci: stylem ewangelicznego świadectwa i społecznej służby. Niech Bóg broni, ażeby ten styl miał ulec jakiemukolwiek „rozchwianiu”.

Kościół najłatwiej jest (darujcie to słowo) pokonać również przez kapłanów. Jeżeli zabraknie tego stylu, tej służby, tego świadectwa – najłatwiej jest pokonać Kościół przez kapłanów. (…) Przed tym trzeba bardzo się strzec.

Chrystus żąda od swoich uczniów, „aby światłość ich świeciła jasno przed ludźmi” (por. Mt 5,16). Zdajemy sobie najlepiej sprawę z tego, ile w każdym z nas jest ludzkiej słabości. (…) Ufamy, że z pomocą Jego Matki potrafimy w tych trudnych, często nieprzejrzystych czasach postępować tak, aby „światłość nasza świeciła przed ludźmi”. Módlmy się o to nieustannie. Módlmy się z największą pokorą.” (Częstochowa, 6 czerwca 1979).

Być może słuchało tego wtedy kilku dzisiejszych, polskich biskupów. Czy tak było. I ilu z nich wyciągnęło z tego wnioski?

Inne moje teksty na ten temat:

https://www.salon24.pl/u/jflibicki/897521,nie-pojde-na-film-kler

https://www.salon24.pl/u/jflibicki/942689,po-konferencji-episkopatu-w-sprawie-pedofilii-czy-papiez-franciszek-jest-totalitarysta

https://www.salon24.pl/u/jflibicki/946687,walka-z-pedofilia-w-kosciele-arcybiskup-grzegorz-rys-znakiem-nadziei

Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl

Poznań 2.0 – najważniejsi w jednym miejscu – bo informacja nie musi być nudna

http://miastopoznaj.pl/

Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl

Poznań 2.0 – najważniejsi w jednym miejscu – bo informacja nie musi być nudna

http://miastopoznaj.pl/

Wielkopolski Portal Osób Niepełnosprawnych – www.pion.pl

www.facebook.com/flibicki

Moje Wronki - Mój Fyrtel - studio kreatywne